Po jakimś czasie Deave wyszedł ubrany z pokoju i usiadł na kanapie
obok Miyu. Przyciągnął ją do siebie i delikatnie pocałował po czym się
uśmiechnął.
- Ja idę coś kupić na śniadanie - wstał i ruszył w
stronę drzwi. Zarzucił na siebie ulubioną kurtkę wojskową i pomachał do
dziewczyny. Zbiegł po schodach i wypadł przed akademik. Wciągnął głęboko
ranne powietrze. Ruszył umiarkowanym krokiem przez ulice Shindy. Było
wcześnie rano, więc ulice były puste, a nad horyzontem unosiła się lekka
mgiełka. Szedł blisko bloków wpatrzony w chodnik i pogrążony w
rozmyślaniu. W pewnym momencie przechodząc obok ciemnej uliczki poczuł
że coś lub ktoś chwyta go za ramie i wciąga do szczeliny. Nie wystraszył
się ale był mocno zaskoczony z takiego biegu wydarzeń. Chciał krzyknąć
ale postać za nim przystawiła mu chusteczkę z jakimś płynem do nosa i
ust. Ostatnią rzeczą jaką pamiętał było to kiedy jakaś kobieta zawiązał
mu coś na oczach i runął w ciemność.
♠ ▪ ♠ ▪ ♠ ▪ ♠
Obudził
się. Nic nie widział z powodu opaski na oczach. Zacisnął mocno szczękę i
analizował swoje położenie. Siedział na piętach ze związanymi rękami i
nogami. Ktoś pozbawił go butów więc czuł dokładnie zimno podłogi.Oblizał
nerwowo wargi i zastanawiał się co dalej. Jego myśli krążyły w
zawrotnym tempie. Udało mu się uspokoić. Wyostrzył swój zmysł słuchu i
wstrzymał oddech. Jakieś 4-5 kroków od niego rozległ się słodki śmiech.
Brzmiał jak perły rozsypane po podłodze. Podniósł głowę do góry.
-
Hej Deave - rzuciła słodko i beztrosko dziewczyna. Chłopakowi ścisnął
się żołądek z zaskoczenia. Znał ten głos... ale to nie może być realne.
Zacisnął usta i udawał że tego nie usłyszał. Po chwili poczuł że
dziewczyna podnosi jego głowę do góry i lekko czochra włosy, ale nie
rozwiązuje opaski.
- Mój słodki, młodszy braciszku ... - musnęła dłonią jego policzek. Odwrócił głowę w bok i skrzywił się.
- Rozwiąż mnie - warknął. Jego siostra zaśmiała się.
- Dlaczego? - dotknęła jego ramienia.
- Powiedziałem coś - rzucił władczo i otrząsnął się z jej ręki.
- Gdyby to ode mnie zależało to już był byś wolny ... - odsunęła się.
- To kto to zlecił ? Kto śmie zadzierać z księciem Piekieł? - zastanawiał ile jeszcze uda mu się maskować bezradność.
-
Ojciec twojej dziewczyny - szepnęła cicho - Wiem ze nie mogę ale
trudno, czego się nie robi dla braciszka - podeszła bliżej i rozwiązała
mu opaskę na oczach. Deave szybko zamrugał oczami i próbował złapać
ostrość. Rozejrzał się szybko wokół. Znajdował się w wielkiej sali z
marmurową podłogą i złotymi ścianami. Spojrzał za siebie. Ręce i nogi
miał związane kolczastymi, ciemno złotymi kajdanami. Spróbował pokręcić
nadgarstkami, ale kiedy jego skóra tylko zetknęła się z metalem zasyczał
z bólu. Zaklął pod nosem. Poświęcony metal...wykłuwają go w
niebiańskich kuźniach. Odwrócił się do swojej rozmówczyni. Nie zmieniła
się przez te 10 lat. Jej ciemne, krótkie włosy sięgające ramion
kontrastowały z identycznymi do jego - złotymi oczami. Uśmiechnęła się
ukazując rząd białych zębów. Demon zmrużył oczy.
- Gdzie byłaś
przez te wszystkie lata ... Ana? - zmierzył ją wzrokiem. Dziewczyna
spojrzała na niego z politowaniem i palcem wskazującym wskazała sufit.
Pokiwał głową ze zrozumieniem.
- Po co mnie tu sprowadziłaś? - spytał. Ana zacisnęła usta i spojrzała w podłogę.
-
Obiecaj mi jedno....cokolwiek to się stanie nie wiń mnie za to - prawie
bezgłośnie wyszeptała. Chłopak nie zrozumiał i pytająco uniósł brwi.
Jego siostra milczała. Po chwili do sali wszedł mężczyzna o złotych
włosach i błękitnych oczach w białej szacie. Podszedł do Any i położył
jej dłoń na ramieniu.
- Ana ... już czas - powiedział miękko po czym z pogardą spojrzał na Deave'a.
- Dobrze ... nie wiem czy dam rade, Otsu - pochyliła głowę i oparła ją na jego piersi.
- Może zrobię to za ciebie?
-
Nie .. idź już lepiej - odsunęła się i ruszyła w stronę swojego brata.
Anioł skinął głową i zniknął za drzwiami, które zatrzasnęły się cicho.
Dziewczyna podeszła do niego powoli, przekładając między palcami igłę ze
złotą nicią. Deave otworzył szeroko oczy i wstrzymał oddech. Nie, to
nie mogło się dziać na prawdę.
Nie mógł się ruszyć tylko otworzył
szeroko oczy i wpatrywał się w Anę. Podeszła do niego i dotknęła jego
policzka, po jej twarzy lały się łzy.
- Ja ... nie wiń mnie za to ... to...może trochę boleć - trzęsącą się ręką przyłożyła igłę do jego dolnej wargi.
W
pierwszej chwili poczuł tylko ból. Po jego brodzie spłynęła cienka
stróżka krwi.Potem następne ukłucie, i następne. Złote nici parzyły jego
usta, ale on tylko patrzył pustym wzrokiem w dziewczynę. Czuł że
wszystko na co pracował po prostu znika, rozpada się. Kiedy jego siostra
skończyła jej usta drżały a po policzkach płynęły łzy.
-
Przepraszam ... ale ja ... ja musiałam..- wyszeptała ocierając łzy
rękawem szarej bluzy. Przytuliła go ostatni raz i wstała. Po jej wyjściu
został sam. Nie mógł się pogodzić z myślą że on, Deave - zawsze
wygadany i z zapasem charyzmy już nigdy nic nie powie. Na początku ta
straszna cisza go denerwowała i czuł się nieswojo. Po jakimś czasie
weszło dwóch rosłych mężczyzn oraz kobieta z batem. Spojrzała na niego i
skinęła głową na pozostałych, podeszli bliżej. Kobieta o płomiennych
włosach milcząc przejechała opuszkami palców po linii jego szczęki.
Odwróciła jego głowę tak, że patrzył jej w oczy. Jego złote niegdyś
oczy, teraz stonowane w bardzo ciemny złoty napotkały całe białe. Ona
nie miała nawet źrenic, po prostu same białka. Zmrużyła oczy i
uśmiechnęła się złowieszczo. Wstała i wyszła z komnaty. Odprowadził ją
wzrokiem po czym spojrzał na dwie inne postacie. Mężczyźni mieli w
dłoniach białe bicze, połyskujące poświęconym złotem. Uderzali go na
zmianę zostawiając krwawe pręgi. W pewnym momencie krzyknął co
oczywiście pogorszyło jego sytuacje. W końcu zostawili go. Oczywiście
nie w tej wielkiej, wspaniałej sali tylko w małym pokoiku tylko z
betonu. Rozwiązano go po czym przyczepiono na dłuższych łańcuchach do
ściany. Stracił znowu przytomność.