poniedziałek, 1 grudnia 2014

Rozdział XIII

Po jakimś czasie Deave wyszedł ubrany z pokoju i usiadł na kanapie obok Miyu. Przyciągnął ją do siebie i delikatnie pocałował po czym się uśmiechnął.
- Ja idę coś kupić na śniadanie - wstał i ruszył w stronę drzwi. Zarzucił na siebie ulubioną kurtkę wojskową i pomachał do dziewczyny. Zbiegł po schodach i wypadł przed akademik. Wciągnął głęboko ranne powietrze. Ruszył umiarkowanym krokiem przez ulice Shindy. Było wcześnie rano, więc ulice były puste, a nad horyzontem unosiła się lekka mgiełka. Szedł blisko bloków wpatrzony w chodnik i pogrążony w rozmyślaniu. W pewnym momencie przechodząc obok ciemnej uliczki poczuł że coś lub ktoś chwyta go za ramie i wciąga do szczeliny. Nie wystraszył się ale był mocno zaskoczony z takiego biegu wydarzeń. Chciał krzyknąć ale postać za nim przystawiła mu chusteczkę z jakimś płynem do nosa i ust. Ostatnią rzeczą jaką pamiętał było to kiedy jakaś kobieta zawiązał mu coś na oczach i runął w ciemność.
                                                          ♠ ▪ ♠ ▪ ♠ ▪ ♠

 Obudził się. Nic nie widział z powodu opaski na oczach. Zacisnął mocno szczękę i analizował swoje położenie. Siedział na piętach ze związanymi rękami i nogami. Ktoś pozbawił go butów więc czuł dokładnie zimno podłogi.Oblizał nerwowo wargi i zastanawiał się co dalej. Jego myśli krążyły w zawrotnym tempie. Udało mu się uspokoić. Wyostrzył swój zmysł słuchu i wstrzymał oddech. Jakieś 4-5 kroków od niego rozległ się słodki śmiech. Brzmiał jak perły rozsypane po podłodze. Podniósł głowę do góry.
- Hej Deave - rzuciła słodko i beztrosko dziewczyna. Chłopakowi ścisnął się żołądek z zaskoczenia. Znał ten głos... ale to nie może być realne. Zacisnął usta i udawał że tego nie usłyszał. Po chwili poczuł że dziewczyna podnosi jego głowę do góry i lekko czochra włosy, ale nie rozwiązuje opaski.
- Mój słodki, młodszy braciszku ... - musnęła dłonią jego policzek. Odwrócił głowę w bok i skrzywił się.
- Rozwiąż mnie - warknął. Jego siostra zaśmiała się.
- Dlaczego? - dotknęła jego ramienia.
- Powiedziałem coś - rzucił władczo i otrząsnął się z jej ręki.
- Gdyby to ode mnie zależało to już był byś wolny ... - odsunęła się.
- To kto to zlecił ? Kto śmie zadzierać z księciem Piekieł? - zastanawiał ile jeszcze uda mu się maskować bezradność.
- Ojciec twojej dziewczyny - szepnęła cicho - Wiem ze nie mogę ale trudno, czego się nie robi dla braciszka - podeszła bliżej i rozwiązała mu opaskę na oczach. Deave szybko zamrugał oczami i próbował złapać ostrość. Rozejrzał się szybko wokół. Znajdował się w wielkiej sali z marmurową podłogą i złotymi ścianami. Spojrzał za siebie. Ręce i nogi miał związane kolczastymi, ciemno złotymi kajdanami. Spróbował pokręcić nadgarstkami, ale kiedy jego skóra tylko zetknęła się z metalem zasyczał z bólu. Zaklął pod nosem. Poświęcony metal...wykłuwają go w niebiańskich kuźniach. Odwrócił się do swojej rozmówczyni. Nie zmieniła się przez te 10 lat. Jej ciemne, krótkie włosy sięgające ramion kontrastowały z identycznymi do jego - złotymi oczami. Uśmiechnęła się ukazując rząd białych zębów. Demon zmrużył oczy.
- Gdzie byłaś przez te wszystkie lata ... Ana? - zmierzył ją wzrokiem. Dziewczyna spojrzała na niego z politowaniem i palcem wskazującym wskazała sufit. Pokiwał głową ze zrozumieniem.
- Po co mnie tu sprowadziłaś? - spytał. Ana zacisnęła usta i spojrzała w podłogę.
- Obiecaj mi jedno....cokolwiek to się stanie nie wiń mnie za to - prawie bezgłośnie wyszeptała. Chłopak nie zrozumiał i pytająco uniósł brwi. Jego siostra milczała. Po chwili do sali wszedł mężczyzna o złotych włosach i błękitnych oczach w białej szacie. Podszedł do Any i położył jej dłoń na ramieniu.
- Ana ... już czas - powiedział miękko po czym z pogardą spojrzał na Deave'a.
- Dobrze ... nie wiem czy dam rade, Otsu - pochyliła głowę i oparła ją na jego piersi.
- Może zrobię to za ciebie?
- Nie .. idź już lepiej - odsunęła się i ruszyła w stronę swojego brata. Anioł skinął głową i zniknął  za drzwiami, które zatrzasnęły się cicho. Dziewczyna podeszła do niego powoli, przekładając między palcami igłę ze złotą nicią. Deave otworzył szeroko oczy i wstrzymał oddech. Nie, to nie mogło się dziać na prawdę.
Nie mógł się ruszyć tylko otworzył szeroko oczy i wpatrywał się w Anę. Podeszła do niego i dotknęła jego policzka, po jej twarzy lały się łzy.
- Ja ... nie wiń mnie za to ... to...może trochę boleć - trzęsącą się ręką przyłożyła igłę do jego dolnej wargi.
W pierwszej chwili poczuł tylko ból. Po jego brodzie spłynęła cienka stróżka krwi.Potem następne ukłucie, i następne. Złote nici parzyły jego usta, ale on tylko patrzył pustym wzrokiem w dziewczynę. Czuł że wszystko na co pracował po prostu znika, rozpada się. Kiedy jego siostra skończyła jej usta drżały a po policzkach płynęły łzy.
- Przepraszam ... ale ja ... ja musiałam..- wyszeptała ocierając łzy rękawem szarej bluzy. Przytuliła go ostatni raz i wstała. Po jej wyjściu został sam. Nie mógł się pogodzić z myślą że on, Deave - zawsze wygadany i z zapasem charyzmy już nigdy nic nie powie. Na początku ta straszna cisza go denerwowała i czuł się nieswojo. Po jakimś czasie weszło dwóch rosłych mężczyzn oraz kobieta z batem. Spojrzała na niego i skinęła głową na pozostałych, podeszli bliżej. Kobieta o płomiennych włosach milcząc przejechała opuszkami palców po linii jego szczęki. Odwróciła jego głowę tak, że patrzył jej w oczy. Jego złote niegdyś oczy, teraz stonowane w bardzo ciemny złoty napotkały całe białe. Ona nie miała nawet źrenic, po prostu same białka. Zmrużyła oczy i uśmiechnęła się złowieszczo. Wstała i wyszła z komnaty. Odprowadził ją wzrokiem po czym spojrzał na dwie inne postacie. Mężczyźni mieli w dłoniach białe bicze, połyskujące poświęconym złotem. Uderzali go na zmianę zostawiając krwawe pręgi. W pewnym momencie krzyknął co oczywiście pogorszyło jego sytuacje. W końcu zostawili go. Oczywiście nie w tej wielkiej, wspaniałej sali tylko w małym pokoiku tylko z betonu. Rozwiązano go po czym przyczepiono na dłuższych łańcuchach do ściany. Stracił znowu przytomność.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz