♠ ▪ ♠ ▪ ♠ ▪ ♠
Amil kiedy został wykopany z nieba miał trafić do tak zwanych "Piekielnych ogni". Nie ważne, czy byłeś człowiekiem, aniołem czy innym stworzeniem musisz przez to przejść. Pamiętał, że okropnie się bał. Że słyszał krzyki tych, którzy w nim płonęli. Deave go przed tym uratował, ale za to sam Amil stał się jego niewolnikiem. Nie przeszkadzało mu to, zaprzyjaźnił cię z czarnowłosym. Wiedział, że on to przeżywał, chociaż zawsze zadawał sobie pytanie "Jak bardzo jest to bolesne?".Od zawsze czuł, że koleś był samotny. Teraz... Mógł to wszystko stracić? Deave go przygarnął, może stracić dom, umiejętności, może sam zniknąć. Jednak nie pobiegł za nim. Znał złą stronę swojego przyjaciela. Stał w miejscu i patrzał. Co innego mógł robić? Skrzyżował ręce. Zaczął sobie wyobrażać, jak płonie. Płonie w ogniu. Spojrzał na siostrę. Tylko ona mogłaby coś z nim zrobić. Ale czy chciała? Raczej nie. Też stała jak wmurowana.
- Zaraz wracam - Wyszeptał i wybiegł.
Nie do Deava jednak, tylko do parku. Natura pozwalała mu w spokoju pomyśleć. Westchnął ciężko. Co sobie w tedy pomyślał, gdy ich zobaczył? Jego mina mówiła sama do siebie, czyżby zapomniał, że są rodzeństwem? A może jego umysł specjalnie to odrzucił.
- Będzie dobrze, będzie dobrze, nic kurwa nie będzie - Kopnął w ławkę, nie czując po tym bólu - Ten moment zależy od mojej przyszłości, a ja użalam się nad sobą. Miałeś racje ojcze, jestem żałosny.
Spojrzał w kierunku nieba. Ileż razy też to słyszał? "Jesteś żałosny". Kiedyś nic nie potrafił zrobić i strasznie był przez to upokarzany. No cóż,życie jest ciężkie. Czas wracać. Obrócił się na pięcie i skierował w stronę akademika. Nie wiedział jeszcze, co zrobi, ale znając życie pewnie się schowa i przeczeka burzę. Tchórzostwo czasem się jednak opłaca
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz