sobota, 15 listopada 2014

Rozdział V

Nagle wyprostowała się i spojrzała przed siebie. Silna wola wybudziła ją ze snu, strasznego snu. Nogi kaleczyły kolczaste krzewy, uszy rozrywało dudnienie bębnów i przerażające, nie zrozumiałe szepty, a psychikę niszczyły obrazy z najmroczniejszych zakamarków przeszłości. To było piekło. Pisnęła cicho, lecz długo, czując jak do kącików oczu napływają jej słone łzy, które szybko przetarła rękawem od koszuli. Usłyszała pukanie do drzwi. Kto o tej godzinie może pukać? Spojrzała kąek oka na zegarek - 3,40. Pfi. Włożyła bose stopy w kaszmirowe kapcie i niechętnie doszła do drzwi, zapalając w każdym kolejnym pokoju światło. Pociągnęła za klamkę i pół martwym wzrokiem spojrzała na kolege obok.
- Co chcesz? - Mruknęła.
Przekrzywił trochę głowę, z łatwością zauważył spuchnięte, czerwone oczy oraz... dostawę prądu. Uznał jednak, że gadanie o elektrycznośći w tej sytuacji to zły pomysł. Pogłaskał ją po głowie.
- Co się stało, płakałaś? - Zapytał.
Zaczerwieniła się. Aż tak to widać? Niech cię, Deave.
- Nie ważne... Właściwie, to co robisz o tej godzinie? Nie wyglądasz na kogoś, kto spał.
- Nie zmieniaj tematu, Miyu - Skrzyżował ręce. - Zły sen? Też taki ostatnio miałem. Zaczekaj chwilę!
Nie dał jej szansy na odpowiedź, dosłownie znikł. Trzasnęła drzwiami zdezorientowana. Miała wielką nadzieje, że już nie przyjdzie, chciałabyć w tym momencie całkiem sama, poskładać do kupy to, ci widziała. Usiadła na swoim łóżku, nie potrzebnie. Znowu zapukał, znowu musiała wstawać, albo nie.
- Wejdź! - Krzyknęła nie przejmując się innymi mieszkańcami budynku.
Uśmiechnął się i w krótką chwile pojawił się na przeciwko niej. Miyu nawet nie raczyła na niego spojrzeć, nie miała ochoty dowiedzieć się, co jej przyniósł. Tabletki nasenne? Jakiś sok? Prychnął, oburzony ignoracją.  Położył dłoń na jej głowie i obrócił w swoją stronę. Miał rzucić komentarz typu "Mama kultury nie nauczyła?", szybko jednak się powstrzymał. Przykucnął i Złapał za dłoń.
- Masz - włożył jej do ręki przedmiot - To łapacz snów. Powieś go i przytul się do poduszki, (I pomyśl, że to on jest poduszką dop. aut. MN) powinnaś tak spać spokojnie. Jakby co - krzycz.  - Uśmiechnął się i wstał - Na jutro się wyśpij, albo nauczyciele dadzą ci popalić.
Skinęła głową, trzymając talizman. Nie spodziewała się po nim, że będzie taki przesądny. To miło, że w ogóle się przejął i tutaj przyszedł. Zamyśliła się i nawet nie zauważyła, że wyszedł. No cóż... Postąpiła zgodnie z jego instrukcjami. Łapacz snów powiesiła nad łóżkiem, przytuliła się do poduszki i odpłynęła ze snem.

♠ ▪ ♠ ▪ ♠ ▪ ♠

Pisał na kartce i pisał SMS'a jednocześnie. Wczorajsza akcja z atomówkami - to było przegięcie. Miał plan, jak się ich pozbyć. Powinien się wyrobić przed szkołą. Opracował to razem z Amilem, który pomógł mu wypisać scenariusz ich zniknęcia. Było z tym dużo pracy, ale i dużo frajdy. W końcu Deave to demon - Dla niego torturowanie ludzi to czysta przyjemność. Wysłał SMS'a, i zdziwiony po nie całej minucie zyskał odpowiedz " Już pędzę", czy one specjalnie czekają na wiadomość od niego?! Zmarszczył brwi, znając atomówki zjawią się za chwile, zabraknie mu czasu. Miał nadzieję, że za pół godziny odczyta wiadomość, w końcu zbliża się 5 nad ranem. One w ogóle śpią? A może o czwartej idą do kosmetyczek nakładać tapety, by zdążyć na studia? Przyśpieszył tępo pisania. Musiał zdążyć. W tym samym czasie, gdy odłożył pióro rozległo się dzwonienie do drzwi. Westchnął z ulgą, po czym próbował wywołać na swojej twarzy uroczy uśmiech. Trudno się jednak uśmiechać do atomówek. Otworzył z ukrytą niechęcią drzwi, patrząc na blond atomówkę. Zrobiła sobie dwa kucyki... Ona chyba nie wie, że to nie jest słodkie. Dziewczyna pisnęła z zachwytu na jego widok i wcisnęła się do jego domu. Westchnął, to najgorsze chwile jego życia. Przełamał drgawki obrzydzenia i przytulił ją od tyłu. Szybko jednak ją puścił i słodkim słowem zaczął czarować.
- Witaj piękna - Spojrzał na nią zauroczonym, rozmarzonym wzrokiem.
- Co, że ja? Ajć, hihihi - Zachichotała czerwona jak burak.
- Przepraszam za to, co się działo wczoraj, z tą jędzą. Lata za mną i myśli, że będą z nią, i-idiotka. Nikomu o tym nie mówiłam, ale... ale... TO ciebie kocham, Yumi. Tylko... ech. Całe życie zachowywałem się jak dupek, nie zasługuję na ciebie. Jestem obrazek nędzy i ... - Opuścił głowę w dół, mając w oczach krokodyle łzy.
Patrząc na to Yumi także zaczęła płakać, objęła go. Wziął kartkę, którą pisał dłuższy czas i wskazał na to palcem.
- Moja rodzina bankrutuje, pięknaś. Czy.. mogłabyś to podpisać i mi pomóc? W przeciwnym razie nici ze studiów, nici z mojego pokoju. Stracę wszystko... Czy mogłabyś...? - Zrobił smutną minę.
Atomówka nie czekała, wyrwałą mu to, nie przeczytała. Chwyciła tylko długopis  i podpisała. Zaraz po tym cyrograf znikł, a oczy Deava zalśniły satysfakcją, potem zaś całe zmieniły barwę na czarną, a on zaśmiał się złowieszczo. Yumi nie mogła uwierzyć, że to ten sam człowiek, którego kochała. Tylko udawał ideała, naprawdę był potworem. Jej oczy wypełniły łzy.
- Deave...! - Zbliżyła swoją dłoń do niego.
Uderzył ją w tą ręke, że pozostał siniak.
- Głupia! Uważaj, co podpisujesz. Zapieczętowałaś własną śmierć - Złapał się za głowę, nadal śmiejąc - Teraz giń w męczarniach idiotko.
- Deave... - Wyszeptała, po tym obraz jej się urwał.
 
♠ ▪ ♠ ▪ ♠ ▪ ♠

Weszła do budynku, w którym za niedługo zacznie się sesja. Biegła, szukała go. Szukała chłopaka, który wręczył jej talizman i pomógł przespać spokojnie noc. Nigdzie go nie było. Spojrzała na płaczące atomówki, których łzy rozmywała kilogramy tapety. Brakowało jednej. Wszyscy byli przybici, tylko dopiero teraz to zauważyła.
-Co się stało? - Zapytała policjanta, przechodzącego obok.
- Yumi Yamada, zwana także "atomówką" wpadła pod ciężarówkę. Jeszcze żyje, ale jej stan z chwili na chwilę się pogarsza, dlatego pewnie odwołają zajęcia. Nikt nie jest w stanie się skupić.
Miyu drgnęła. Nie wierzyła własnym uszom. Nie ma też Deava... Czy on ma związek z tym?
- A... co z Deave?
- Jest na komisariacie, jako główny podejrzany.
- Niby dlaczego podejrzany?! Jest dobrym i miłym człowiekiem, no i Yumi wpadła! Nikt jej nie wrzucił. To niesprawiedliwe!
- Spokojnie, koleżanko. Jako obiekt westchnień Deave mógł ją do tego skłonić.
- On nie mógł... Był ze mną cały czas...
- Mamy świadków, którzy potwierdzą, że panna Yamada weszła do części, w której mieszkacie. Panno Walters, jesteś aresztowana - Wyjął kajdanki.
-To... To jakiś żart, prawda? Jestem niewinna!

♠ ▪ ♠ ▪ ♠ ▪ ♠
 
 
Czuła, jak czas zwalnia. W kajdankach, prowadzona przez siedzibę policji. Rozglądała się wystraszona. Zerknęła w przyciemniane okno. Widziała go, widziała Deava. Był spokojny, ale wyglądał na zdołowanego. Wszędzie rozprowadzał się jego głos przez głośniki. To, jak się tłumaczył. To ją trafiło. Jego bezlitosne kłamstwa, które wydawały się tak prawdziwe. Bolało ją, czuła zazdrość i złość, w tym momencie by go rozszarpała?
- Kim była dla Pana Poszkodowana?
- Byliśmy bardzo blisko. Można by nas nazwać parą.
Rozszerzyła oczy, po czym krzyknęła długie i wyraźne "zdrajco". W jej oczach był skończony. Deave Damon był nikim, stracił istnienie. Wpakowali ją do celi, zanim przesłuchają. Ona dla niego tyle zrobiła, a on? Okazał się kłamcą. Niby ją kocha, a ma dziewczynę? Skrzyżowała ręce na piersi. Czy jedynym mądrym i szczerym męskim pierwiastkiem jest Haruto? No najwidoczniej. Cela się otworzyła i do niej wrzucili Deava. Spojrzał na nią zmartwiony, po czym wsadził ręce do kieszeni i usiadł obok niej.
- Hej - Uśmiechnął się krzywo.
Obróciła się w drugą stronę, nie odzywając. Za bardzo się zawiodła, ledwo się powstrzymywała, by go nie zabić. Wstała i podeszła do kraty, którą szarpnęła.
-Weźcie mnie już! No proszę! Przesłuchajcie! Nie chce być przy nim  - Rzuciła mu wyzywające spojrzenie.
To go tknęło... O co jej chodzi? Dlaczego? Przesunął się do kąta i tam skulił patrząc, jak ona idzie na przesłuchanie. To niesprawiedliwe! Co on takiego zrobił? Czyżby się o wszystkim dowiedziała, o tym, kim jest? Skulił się. Zdradza własną nature dla niej a ona.. A ona go traktuje jak wyrostka. Albo to ona wie za dużo, albo to on wie za mało. I ta opcja go niszczy i ta... Tylko czekać aż po niego przyjdą i mu usta zaszyją. Ale... Usiadł normalnie. Jest facetem i nie może się mazać. Poczarował ich trochę słowem, nie za mocno by nie podejrzewali nic, ale jakoś... Prześledził wzrokiem miejsce. Komisariaty i inne podobne miejsca są nudne. Wszędzie szarości. To nawet nie wzbudza emocji, tylko... żenadę. Inaczej nie można było by tego nazwać. Wróciła, dość szybko. Pewnie policjanci dali jej spokój, ale ulga. Złapał ją za rękę i pociągnął w swoją stronę. W tedy rozległ się dźwięk strzału. Dziewczyna wpadła dosłownie w jego ramiona, chroniąc się przed kulą. Co się wydarzyło? Mocno ją przytulił. Jeden z policjantów był pijany i przez przypadek wystrzelił. Pogłaskał ją po głowie.
- Już spokojnie - Wyszeptał z uśmiechem, traktując ją jak małe, zagubione dziecko.
- Deave, ty masz dziewczynę... - Wyszeptała, zabijając go wzrokiem.
- Ciebie? Ależ oczywiście .
- Chodzi mi o atomówkę. Słyszałam to....
- Pfff, chodzi o tamto? Następnym razem słuchaj do końca. Powiedziałem "Można było nazwać nas parą, gdy wysłucha się, co ona opowiada". Przynajmniej już wiem, dlaczego traktowałaś mnie jak dupka. Miło. A Pan, Panie władzo dostanie skierowanie do sądu. Mógł pan ją zabić - Mruknął, wstając - Możemy już wracać? Myślę, że oboje zostaliśmy uniewinnieni.
Policjant zrezygnowany skinął głową, a Deave uśmiechnął się triumfalnie. Pomógł Miyu wstać i oboje opuścili Komisariat.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz